Znakowanie ludzi: moda czy przemoc?

Z technologią tak już jest, że nowa zwykle wymaga oswojenia. Z perspektywy firm, które przyjęły, że w wyścigu o udział w rynku muszą wprowadzać „nowe”, to konkretna przeszkoda. Przeszkoda przeradza się w wyzwanie marketingowe i karmi takie zjawiska jak trend-setter czy early-adopter. W pogoni za nowym, nieufność bywa piętnowana jako zachowanie lękowe czy wręcz uwsteczniające – wcześniej czy później ktoś przypomni, że jeszcze nie tak dawno biegaliśmy przez samochodami z ostrzegawczą pochodnią. Ta historia ma jednak dalszy ciąg: gdyby nie brak wyobraźni i pogoń za zyskiem, które niedługo potem zdominowały rynek motoryzacyjny, może wcześniej doczekalibyśmy pasów bezpieczeństwa.

Potrzeba i zagrożenie
Z perspektywy czasu kazus rynku motoryzacyjnego wydaje się dość prosty – potrafimy zdefiniować potrzebę, wskazać potencjalne zagrożenie, a nawet znaleźć optymalne rozwiązanie. Trudnej poradzić sobie z technologiami, które rozwijają się na naszych oczach i gwałtownie wkraczają w to, co jeszcze przed chwilą było prywatne a nawet intymne. Jak nasze ciało.



Co się tak naprawdę zmienia w momencie, gdy kawałek elektroniki trafia pod naszą skórę? Czy technologia zintegrowana z ciałem może nas ulepszyć, czy jednak przede wszystkim nam zagraża – naruszając naszą integralność, przekraczając ochronne tabu?

Oczipowani
Te pytania będziemy sobie zadawać coraz częściej, bo rynek odkrył ogromny potencjał w bliskich ciału lub wręcz z ciałem zintegrowanych technologiach. Po bransoletkach mierzących puls i zestawach do domowego badania wszystkiego, co da się zbadać w niesterylnych warunkach, przychodzi czas na znakowanie ludzi, zwane powszechnie „czipowaniem”.

To, co do niedawna powracało głównie w dystopijnych wizjach świata przyszłości i kojarzyło się z perfekcyjnym więzieniem, zaczyna być oswajane jako emblemat nowoczesności i wygody. Media z dużym zainteresowaniem odnotowały eksperyment szwedzkiej firmy, która zaproponowała pracownikom podskórne czipy zamiast nieporęcznych kart biurowych. Wcześniej na podobny pomysł wpadł renomowany klub w Barcelonie – przy czym na własny czip mogły liczyć tylko osoby o statusie VIP.

Czy to naprawdę rozwój?
Czy naprawdę wystarczy kilka marketingowych sztuczek, żeby z poniżającej obroży zrobić element pożądanej biżuterii? Niewykluczone, że i na tym froncie logika rynku zwycięży, wymazując zbiorową pamięć opresyjnych praktyk, które wykorzystywały biometrię i znakowanie ludzi. Samo oswojenie w społecznej świadomości nie czyni jednak technologii bezpieczną.

Moment, w którym w imię wygody czy bezpieczeństwa zaakceptujemy obecność programowalnego urządzenia w naszym ciele, niewątpliwie będzie przekroczeniem kolejnego rubikonu. Jeśli już dziś nie mamy dobrego pomysłu na fabrycznie wbudowany bezpiecznik (ja nie mam), może jednak warto się zatrzymać.
Trwa ładowanie komentarzy...